Galeria z meczu MKS Kluczbork - GKS 1962 Jastrzębie
Foto: Wiktoria Reorowicz
Foto: Wiktoria Reorowicz
Jarosław Skrobacz (GKS 1962 Jastrzębie): Cieszę się, że mogłem po dłuższym okresie spotkać się z Tomkiem Kulawikiem, bo nie widzieliśmy się bardzo długo i odżywają stare wspomnienia. Co do meczu, to wygraliśmy, albo inaczej, Kluczbork przegrał pierwsze spotkanie u siebie. Mieliśmy to w głowach, że MKS u siebie nie przegrywa. Nie chciałbym słodzić, ale dla mnie cały czas MKS to jest zespół, który powinien być o wiele wyżej w tabeli. Dzisiaj też momentami ta gra nie była płynna, mecz był szarpany, było sporo fauli, ale w końcówce Kluczbork pokazał, że potrafi grać i my to zwycięstwo wywalczyliśmy ogromnym nakładem sił.
Tomasz Kulawik (MKS Kluczbork): Dalej borykamy się z brakiem punktów i z kadrą, bo na rozruchu przedmeczowym Reisch złapał kontuzję i trzeba było na szybko zmieniać skład i koncepcję gry. Za każdym razem coś nam doskwiera, mamy małe problemy, a do tego dochodzi kontuzja Niemczyka i zaczyna nam się zespół sypać. Przez to płynność akcji, o którą się staramy, zaczyna szwankować. Tak jak Jarek powiedział, próbowaliśmy w końcówce meczu, podobnie jak w pierwszej podobnie, ale prawda jest taka, że sędziowie zaczęli nam przeszkadzać i to od samego początku. Decyzje o żółtych kartkach spowodowały, że zaczęliśmy bać się, że jak będziemy grać kontaktowo, zaczniemy tracić zawodników i skończymy w 9. Uważam, że było to wypaczenie całego meczu przez arbitrów. Takiego sędziowania nawet w czwartej lidze nie widziałem. To był żenujący poziom sędziowania.
Pierwsze kilkanaście minut spotkania w Kluczborku było bardzo wyrównane. Obie ekipy grały pewnie w obronie, nie dopuszczając przeciwnika pod swoją bramkę. Później zarysowała się nasza lekka przewaga. W 19. minucie płaski strzał z dystansu oddał Damian Tront, z którym poradził sobie Majchrowski. Trzy minuty później, również z dystansu, uderzał Jadach, tym razem jednak piłka po rykoszecie od głowy obrońcy przeszła tuż obok słupka.
Najlepszą okazję stworzyliśmy sobie w 34. minucie spotkania. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym i dośrodkowaniu Damiana Tronta z bliska uderzał Pacholski, lecz piłka przeszła wzdłuż linii i wyszła poza pole gry. Gospodarze największe i w zasadzie jedyne zagrożenie stworzyli w 45. minucie po uderzeniu Sebastian Deja, jednak Grzegorz Drazik nie musiał nawet interweniować. W doliczonym czasie gry jeszcze dwukrotnie było groźnie pod bramką gospodarzy, jednak czujnie w bramce MKS-u zachował się Majchrowski i pierwsza odsłona zakończyła się bezbramkowym remisem.
Pierwsze kilka minut drugiej połowy to zdecydowana przewaga naszego zespołu. Zamknęliśmy gospodarzy na ich połowie, czego efektem były dwa uderzenia z dystansu. Po strzale Gancarczyka piłka po rykoszecie nieznacznie minęła słupek, a z uderzeniem Farida poradził sobie Majchrowski.
W 56. minucie na boisku zameldował się nasz super zmiennik Kamil Adamek, co mogło zwiastować problemy dla obrony MKS-u. Potwierdziło się to w 65. minucie, kiedy to Adamek świetnie zastawił się, a następnie obrócił z obrońcą na plecach i uderzył na bramkę, lecz gospodarzy uratował słupek. Trzy minuty później było już jednak 1:0. Po rzucie wolnym i dośrodkowaniu w pole karne MKS-u piłka trafiła pod nogi Kacpra Kawuli, a ten pewnym strzałem pokonał Majchrowskiego.
Po zdobytej bramce mądrze się broniliśmy, w efekcie czego gospodarze nie stworzyli praktycznie żadnego większego zagrożenia pod bramką Grzegorza Drazika i utrzymaliśmy to zasłużone prowadzenie do ostatniego gwizdka sędziego.
18 listopada, Kluczbork, godz. 16:00
MKS Kluczbork - GKS 1962 Jastrzębie 0:1 (0:0)
0:1 - Kacper Kawula (68 min.)
MKS Kluczbork: Kacper Majchrowski - Paweł Gierak (90. Jakub Skoczylas), Lucjan Zieliński, Dawid Wolny (63. Paweł Baraniak), Bartosz Brodziński, Kamil Nykiel (54. Dmytro Fedota), Dominik Kościelniak (77. Paweł Kubiak), Kamil Nitkiewicz, Donatas Nakrosius, Sebastian Deja, Tomasz Górkiewicz.
GKS 1962 Jastrzębie: Grzegorz Drazik - Kacper Kawula, Piotr Pacholski, Kamil Szymura (71. Dominik Szczęch), Dominik Kulawiak, Damian Tront, Oskar Mazurkiewicz, Kamil Jadach (90. Bartosz Semeniuk), Krzysztof Gancarczyk (56. Kamil Adamek), Farid Ali (79. Wojciech Caniboł), Daniel Szczepan.
Sędzia: Piotr Łęgosz (Włocławek).
Żółte kartki: Nitkiewicz, Górkiewicz, Zieliński, Brodziński, Deja (MKS) oraz Tront (GKS).
W porównaniu do ostatniego spotkania w Koszalinie, w wyjściowym składzie zaszły dwie zmiany. Nie wystąpią Dawid Weis, pauzujący za żółte kartki oraz Tomasz Dzida, który znalazł się na ławce rezerwowych. W ich miejsce w pierwszej jedenastce znalazł się powracający po pauzie za kartki Kamil Szymura oraz Oskar Mazurkiewicz. Od pierwszej minut zagra także Farid Ali, który w środku tygodnia nabawił się lekkiego urazu, jenak nie okazał się on na tyle groźny, żeby Farid nie mógł wystąpić w dzisiejszym spotkaniu.
GKS 1962 Jastrzębie: Grzegorz Drazik - Kacper Kawula, Piotr Pacholski, Kamil Szymura, Dominik Kulawiak, Damian Tront, Oskar Mazurkiewicz, Kamil Jadach, Krzysztof Gancarczyk, Farid Ali, Daniel Szczepan.
Ławka rezerwowych: Bartosz Szelong, Damian Zajączkowski, Bartosz Semeniuk, Dominik Szczęch, Wojciech Caniboł, Tomasz Dzida, Kamil Adamek.
Mimo, że mamy serię pięciu zwycięstw z rzędu, to ostatnio nie jest Pan do końca zadowolony z gry zespołu.
- Może niekiedy przesadzam w moich wypowiedziach i brzmi to tak, jakbym narzekał, że wygrywamy, a tak oczywiście nie jest. Zawodnicy mnie znają i wiedzą, że rzadko jest tak, że tylko się chwalimy. Staramy się w każdym meczu znaleźć jakieś nasze błędy, bo wychodzimy z założenia, że w ten sposób się uczymy. Wytykamy sobie pewne błędy, mówimy o nich i dążymy do tego, żeby pewne rzeczy poprawić. Tylko w ten sposób można zrobić postęp. Nie można się zagłaskać, bo wtedy nic by z tego nie było. Za nami ciężki rok i myślę, że oprócz sfery motorycznej, cały czas było ciśnienie i zmęczenie jeszcze to wszystko potęguje. Gramy bez przerwy, trenujemy non stop. Sezon jest długi, a boiska coraz cięższe i to wszystko się może nawarstwiać. Nie takie zespoły jak my nie potrafią sobie poradzić z tym, żeby utrzymać stabilną formę cały czas. Ale jeszcze raz powtarzam, że gdyby było tak źle, to nie zdobywaliśmy punktów, a my cały czas punktujemy, więc w innych zespołach też te problemy są. Chcielibyśmy i dążymy do tego, żeby każdy mecz zagrać perfekcyjnie, ale zdajemy sprawę, że nie zawsze się da.
Jak wygląda sytuacja kadrowa przed dzisiejszym meczem?
- Dawid Weis pauzuje za kartki, ale wraca Kamil Szymura, więc to jest taka naturalna zmiana obrońca za obrońcę i pod tym kątem wielkich roszad nie przewidujemy. Pojawił się w czwartek mały problem z Faridem, może też wynikający z tego, w jakich warunkach musieliśmy trenować i jego występ jest pod małym znakiem zapytania.
Dwa słowa na temat MKS-u Kluczbork. Są trochę ewenementem w naszej lidze, bo u siebie jeszcze nie przegrali, ale na dziewięć meczów aż osiem zakończyło się remisem.
- Kluczbork u nas pierwsze spotkanie przegrał wysoko 5:1, ale na początku przegrywaliśmy i przez pierwsze 15-20 minut nie mieliśmy nic do powiedzenia. Powiem nawet brzydko, że jechali z nami i to my goniliśmy za piłką. Potem jedna nasza udana akcja spowodowała, że ten mecz się odwrócił i z każdą minutą wyglądało to lepiej. Nawet jednak przy stanie 3:1, grając w 10, byli w stanie stworzyć dwie groźne sytuacje. Jedną wybronił Drazik, następnie uratowała nas poprzeczka.
- Na pewno jednak nie można tego zespołu lekceważyć, bo jest tam za dużo zawodników z nazwiskami. Mają jakieś swoje problemy wewnętrzne, bo patrząc na ich grę co prawda u siebie nie przegrywają, ale też nie potrafią wygrać. Prowadzili niedawno 2:0 z ROW-em i tylko zremisowali. Myślę, że jest to zespół, który potrafi grać, ale czegoś tam brakuje. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to nie nasze problemy, my pilnujemy swoich. Na pewno nie będzie to dla nas łatwa przeprawa, tak jak nie była w żadnym meczu.
Nasz sobotni rywal jest spadkowiczem z Nice I ligi. Przed sezonem wiele osób wskazywało MKS jako jednego z faworytów do awansu, jednak rzeczywistość okazała się inna. Po 17. kolejkach rundy jesiennej MKS zajmuje dopiero 15. miejsce w tabeli, a więc w strefie spadkowej. Trzy punkty zespół z opolszczyzny zdobył zaledwie dwa razy, co obok Gryfa Wejherowo jest najgorszym rezultatem spośród wszystkich zespołów.
Słabe wyniki spowodowały roszady na stanowisku trenera. 25 września Andrzeja Konwińskiego zastąpił Łukasz Ganowicz, a 17 października na ławce trenerskiej pojawił się Tomasz Kulawik. W czterech meczach pod wodzą trenera Kulawika MKS zdobył dwa punkty, remisując z Gryfem i Stalą oraz przegrywając z GKS-em Bełchatów i Błękitnymi Stargard.
Pewnym ewenementem może być fakt, że przy tak niskiej pozycji w tabeli i tylko z dwoma zwycięstwami, MKS Kluczbork jest… niepokonany u siebie. Takim wyczynem po siedemnastu seriach może pochwalić się jeszcze jedynie Radomiak Radom, którego najbliżej pokonania był GKS 1962 Jastrzębie, jednak pamiętamy jaki przebieg miała końcówka tego spotkania.
Kluczborczanie na swoim terenie są mistrzami remisów. Z dziewięciu rozegranych spotkań aż osiem zakończyło się remisami. Jedyne zwycięstwo nasi najbliżsi rywale zanotowali w kolejce numer 2., rozegranej 5 sierpnia, pokonując 1:0 Znicz Pruszków.
Na inaugurację II ligi przy Harcerskiej rozgromiliśmy MKS 5:1. Bramki dla GKS-u zdobyli wtedy Daniel Szczepan, Farid Ali, Krzysztof Gancarczyk, Kamil Jadach oraz Wojciech Caniboł, a dla gości trafił Paweł Baraniak. Jeśli chodzi o nieobecnych zawodników w obu zespołach, to trener Jarosław Skrobacz nie będzie mógł skorzystać na pewno z pauzującego za cztery żółte kartki Dawida Weisa, z kolei w składzie gospodarzy nie zobaczymy kontuzjowanego Marcina Niemczyka oraz pauzującego za żółte kartki Damiana Warchoła.
Przed nami ostatni i zarazem najbliższy wyjazd w tegorocznych rozgrywkach II ligi. Zachęcamy wszystkich kibiców do pojawienia się w Kluczborku i do głośnego dopingu, który z pewnością pomoże naszym zawodnikom w odniesieniu szóstego ligowego zwycięstwa z rzędu i umocnienia na pozycji lidera II ligi!
Spotkanie rozpocznie się w sobotę, 18 listopada, o godzinie 16:00 na Stadionie Miejskim w Kluczborku.
Z Koszalina wróciliśmy z trzema punktami, ale nie da się ukryć, że nasza gra nie była w tym spotkaniu najlepsza.
- Na pewno nie można się tłumaczyć trudami dalekiego wyjazdu, bo na miejscu byliśmy już w piątek rano. Myślę, że ogólnie w ostatnich kilku meczach nie wyglądaliśmy już zbyt dobrze. Czym to jest spowodowane? Ciężko powiedzieć. Może już trochę zmęczenie rundą, a poza tym wszystkie drużyny nas oglądają i wiedzą, na co nas stać. Jesteśmy w czołówce i każdy zespół też z pewnością bardziej się nastawia na spotkania z nami.
Mimo słabszej dyspozycji cały czas wygrywamy, a to jest najważniejsze.
- Zgadza się. Nawet najlepsze zespoły na świecie można poznać po tym, że jak nie idzie, nie wychodzi, gra nie wygląda tak, jakby wszyscy sobie tego życzyli, to mimo wszystko każdy kolejny mecz jest zwycięski. W naszym przypadku jest tak samo. Nawet jak nie do końca nam idzie, to jesteśmy w stanie stworzyć przynajmniej kilka sytuacji w każdym meczu, a oprócz tego potrafimy jeszcze te sytuacje wykorzystać. Możemy się z takiego stanu rzeczy tylko cieszyć.
Jak oceniasz tą rundę w swoim wykonaniu? Dwie braki i pięć asyst to dorobek chyba całkiem niezły.
- Na pewno nienajgorszy, ale mógł być lepszy. Szczególnie w pierwszych kolejkach, kiedy wchodziłem z ławki, to w każdym meczu miałem jedną, a czasami nawet dwie bardzo klarowne sytuacje, których nie udało się wykorzystać. W kolejnych meczach też miałem przynajmniej jedną sytuację, może nie stuprocentową, ale osiemdziesięciu procentową. Mimo wszystko jest się z czego cieszyć, bo w II lidze nie grałem prawie pięć sezonów i taki powrót można uznać za udany, szczególnie, że sama gra też nie wygląda najgorzej.
Przed nami dwa ostatnie spotkania w tym roku, oba z zespołami znajdującymi się w strefie spadkowej.
- Wiadomo, że w każdym meczu gra się o zwycięstwo, ale mecze z takimi drużynami należą do tych gatunkowo najcięższych. Kluczbork u siebie na dziewięć rozegranych spotkań nie przegrał ani jednego, więc na pewno są mocni. Na pewno nie podchodzimy do tych dwóch ostatnich spotkań w taki sposób, że już dopisujemy sobie trzy punkty, bo z takim podejściem później różnie się to kończy. Musimy się bardzo mocno skupić na każdym z tych spotkań, wyjść z nastawieniem ciężkiej walki o zwycięstwo. Jeśli tak będzie, to jestem spokojny o punkty.
Transmisja zostanie przeprowadzona przez portal slaskie.tv, a koszt to 15 złotych. Aby przejść do strony z transmisją KLIKNIJ TUTAJ.

