W przypadku pozytywnej decyzji, klub niezwłocznie uruchomi sprzedaż biletów na sobotnie spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec (ilość biletów będzie ograniczona).
Osoby posiadające karnet mają zagwarantowane miejsca na trybunach. Ze względu na obowiązujące przepisy w związku z pandemią COVID-19 oraz zapewnienia odpowiednich odstępów pomiędzy kibicami, miejsca kibiców mogą uleć zmianie.
O szczegółach sprzedaży biletów i sprawach organizacyjnych dotyczących meczu, będziemy informować w następnych komunikatach.
Zapraszamy na rozmowę z Krzysztofem Gębczyńskim, koordynatorem projektu GKS Jastrzębie Esport Club.
Internet coraz szybciej opanowują treści związane z Esportem. Da się zauważyć, że również Jastrzębie-Zdrój chce podążać za tym trendem. Może Pan coś opowiedzieć o tym projekcie?
Tak, to prawda, budujemy sekcję e-sportową przy klubie piłkarskim GKS Jastrzębie. Rozpoczęliśmy od gry, której jest najbliższej do świata piłkarskiego, czyli popularnej FIFY. Zorganizowaliśmy ligę, według autorskiego schematu, starając się maksymalnie uatrakcyjnić rozgrywki dla uczestników. W ostatnim sezonie na pięciu poziomach rozgrywkowych rywalizowało kilkudziesięciu graczy. Aktualnie stawiamy kolejny krok, poszerzając naszą działalność.
Ma Pan na myśli kolejne gry, które wejdą do Waszej organizacji?
Otwarcie się na kolejne tytuły gier, to raz, a dwa, to przygotowanie modelu biznesowego, będącego w stanie wykorzystać duży potencjał, który rodzi Esport. Jeśli chodzi o gry, jesteśmy na etapie budowy drużyny w Counter-Strike: Global Offensive, prowadzimy streamy w Football Manager pt. "Sen o Ekstraklasie", tutaj muszę wspomnieć, że przetarliśmy szlak piłkarzom i awansowaliśmy GKS-em Jastrzębie do Ekstraklasy. Szykujemy również coś dla fanów motoryzacji, czyli wyścigi F1.
Jak wygląda budowa drużyny w Counter-Strike: Global Offensive?
Jest parę metod budowania drużyn esportowych. My wzorujemy się na naszej drużynie piłkarskiej, która tworzona była z zawodników głodnych sukcesu i wierzących w ideę GKS Jastrzębie. Dlatego stawiamy na graczy nieznanych wcześniej szerszej widowni. Kluczowym czynnikiem dla nas jest zbudowanie braterskiej atmosfery w codziennych kontaktach, jak to ma miejsce w szatni przy Harcerskiej. Wtedy będziemy gotowi walczyć o bardzo wysokie cele.
Stwierdzenie "GKS Jastrzębie przenosi się do Internetu" wydaje się zatem prawdziwe.
Nie przenosi, a poszerza swoją działalność o Internet. Zarząd Klubu widzi, jakie potrzeby mają kibice oraz jak zapewnić najlepszy odbiór firmom wspierającym. Stąd też kibice nie tylko będą oglądać zawodników, ale również sami będą mogli wziąć udział w rywalizacji z innymi w kilku różnych grach. Główną sferą działalności klubu jest oczywiście piłka nożna, którą bardzo dobrze uzupełnia Esport. Widzimy to, organizując mecze w FIFĘ czy CS-a piłkarze kontra kibice. Takie wydarzenia mają dobry wpływ na atmosferę wokół klubu.
Krzysztof Gębczyński - założyciel GKS Jastrzębie Esport Club
Wszelkie informacje dotyczące rekompensaty za brak możliwości uczestnictwa w meczach GKS-u Jastrzębie w rundzie wiosennej Fortuna 1 Ligi dla posiadaczy karnetów, zostaną podane po zakończeniu sezonu.
W związku z napływającymi z mediów informacjami na temat ewentualnego przesunięcia terminu powrotu kibiców na stadiony, a także stale rosnącymi wskaźnikami zakażeń koronawirusem w naszym mieście, co może mieć wpływ na decyzje dotyczące organizacji imprez masowych, w dalszym ciągu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile domowych meczów GKS Jastrzębie rozegra bez udziału publiczności. Na tej podstawie wstrzymujemy się z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji, a wszystkich kibiców prosimy o zrozumienie i cierpliwość.
Tymczasem przypominamy, że już w piątek, 12 czerwca, nasz zespół rozegra kolejne spotkanie przy Harcerskiej, a rywalem będzie Sandecja Nowy Sącz. Transmisję z tego spotkania (początek o 17:40) przeprowadzi Polsat Sport, a na wspólne kibicowanie zapraszamy do pubu Klubowa’62 w Gwarku!
Wiosną 1990 roku zarząd i kibice liczyli, że uda się utrzymać w drugiej lidze. Naszym pierwszym przeciwnikiem na początku marca była gdańska Lechia. Na stadionie pojawiło się 3000 kibiców, którzy liczyli na zwycięstwo swojej drużyny. Jednak drużyna trenera Dudy tylko zremisowała 2:2 z przybyszami znad morza, choć prowadziła 1:0 i 2:1. W tym meczu padły dwie bramki samobójcze, po jednej dla każdej z drużyn. Niefortunnym strzelcem po naszej stronie był Jasiu Miller. Z Gdańska do Jastrzębia pofatygowało się dziesięciu kibiców Lechii z małą flagą. W drugiej wiosennej kolejce nasz zespół udał się do Wałbrzycha, do dzielnicy Biały Kamień, gdzie mecze rozgrywało miejscowe Zagłębie. Niestety przegraliśmy 1:0. Do Wałbrzycha nocnymi pociągami przez Katowice i Wrocław udało się ośmiu kibiców GKS-u Jastrzębie. Drogę tę przebyli za darmo, bo kanar nie pojawił się ani razu (w tym czasie podczas wyjazdów pociągami dość często robiło się ściepę na kanara i jechało bez biletu). Jastrzębscy fani umilili sobie oczekiwanie na mecz zwiedzając Wałbrzych oraz okoliczne wzgórza. Po meczu do domu wracamy razem z piłkarzami.
Kolejne spotkanie to domowe starcie z Siarką i kolejna niemiła niespodzianka, ponieważ drużyna z Tarnobrzegu wygrywa 2:0. W tabeli robi się coraz mniej ciekawie. Żaden kibic Siarki nie pofatygował się na mecz swojej drużyny. Następnie udajemy się na wyjazd do Stalowej Woli. Z Jastrzębia na ten mecz wybrało się dwóch kibiców, ale na stadionie się nie ujawnili. Nasi piłkarze po ciężkim meczu zremisowali 0:0. Kolejne dwa starcia to domowe mecze z Szombierkami i Gwardią Warszawa, w których każdy liczył na punkty. W spotkaniu z Szombierkami GKS poradził sobie z rywalami i wygrał 1:0 po golu Krzysztofa Zięcika. Z Bytomia przy Harcerskiej pojawiła się skromna grupa kibiców. W starciu z Gwardią, konto bramkowe znowu otworzył Zięcik. Gwardia doprowadziła do remisu z rzutu karnego i mecz zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów. Do górniczego miasta nie wybrał się ani jeden kibic Gwardii.
7 kwietnia udaliśmy się do Oławy na zgodowy mecz z Moto-Jelcz Oława, a naszym środkiem transportu był pociąg. W Oławie jastrzębscy kibice integrowali się w miejscowych lokalach wspólnie z fanami Moto-Jelczu. Było nas 40 osób. Niestety na boisku ponosimy kolejną porażkę 1:0. Siedem dni później podejmowaliśmy u siebie Stilon Gorzów. Po 60 minutach prowadziliśmy 3:1 po golach Tekieli i dwóch Liedtkego. W końcówce Stilon doprowadził do remisu i skończyło się remisem 3:3. Brak fanów z lubuskiego. W połowie kwietnia nasz zespół rozgrywa mecz w Rzeszowie z Resovią, który niestety kończy się kolejną porażką 1:0. Do Rzeszowa chyba nikt się nie udał. W dziesiątej wiosennej kolejce GKS podjął przy Kasztanowej Pogoń Szczecin. Z dalekiego Szczecina na stadionie w Jastrzębiu nie pojawił się nikt. Nasz zespół rozegrał chyba najlepsze spotkanie w tej rundzie, pokonując Portowców 3:0. Z trybun zwycięstwo oklaskiwało 2000 kibiców, a gole dla naszej drużyny zdobyli Liedtke, Zięcik i Swędera. Kolejny mecz to wypad nad morze na spotkanie z Bałtykiem. Po ostatnim sukcesie dziesięciu fanów udało się w tą daleką podróż, jednak na samym stadionie się nie ujawnili. GKS wywozi cenny punkt, remisując 0:0.
Zaledwie cztery dni później mierzyliśmy się z Górnikiem Wałbrzych. W Jastrzębiu pojawiła się mała grupa kibiców Górnika, a jastrzębscy fani próbowali dobrać im się do skóry, lecz pilnowali ich policjanci. Po bramce Nowaka wygraliśmy z drużyną z Dolnego Śląska 1:0. W następnej kolejce udajemy się pociągiem do zaprzyjaźnionej Miedzi Legnica. Na to spotkanie wybrało się około 15 kibiców GKS-u. Przegrywamy 1:0. Z tego meczu zapamiętałem tylko dwumetrowego skina na stacji z jego dziewczyną, która była od niego pół metra niższa… Następnie przyszło nam grać derby z Polonią Bytom. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Jastrzębscy fani od zawsze nie przepadali za kibicami Polonii. Do pierwszych starć doszło na koronie stadionu. Po meczu, w okolicach stacji kolejowej Jastrzębie Górne, miejscowi kilkakrotnie atakowali bytomian. Ci, tylko dzięki policji i gazowaniu, uratowali się przed nieprzyjemnościami. Były to największe zamieszki w historii meczów GKS-u Jastrzębie u siebie. Po tym spotkaniu kilku kibiców GKS-u musiało odpocząć w miejscu odosobnienia. Kolejka numer 34 to kolejne derby, tym razem na wyjeździe z Odrą Wodzisław. Ciężko ustalić, ilu kibiców GKS-u pojawiło się w Wodzisławiu, ale było ich dość sporo. Nasza drużyna przegrała 2:1. Na trenerskiej ławce Odry był trener Kulig, który w przeszłości osiągał sukcesy z GKS-em Jastrzębie. Następnie podejmowaliśmy u siebie Igloopol, przegrywając 1:0. Z Dębicy, wraz z kibicami Ruchu, pojawiło się około 70 osób.
W 36. kolejce udajemy się do Krakowa na mecz z Hutnikiem. Do stolicy województwa krakowskiego Ikarusem dociera 40 osób. Część zwiedza Wawel, a co niektórym zachciało się zobaczyć mecz Cracovia - Wisłoka. Wszystko było dobrze, dopóki jeden z kibiców GKS-u nie zechciał się wymieniać na szaliki z fanami Cracovii. Krakowianie dość szybko się zebrali i doszło do małego spięcia. Jastrzębianie musieli się ewakuować ze stadionu. W Nowej Hucie było spokojnie, bo mieliśmy z nimi zgodę. Zespołowi nie udało się nic ugrać i przegraliśmy 4:0. W przedostatniej kolejce gramy ze Stalą Rzeszów. Przegrywamy 1:0 po golu w 87. minucie. Żonaty grał na trąbce, jakby przewidując, że przez długie 17 lat nie będzie nas na drugim szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Do utrzymania zabrakło nam trzech punktów… Ostatni mecz wygrywamy walkowerem, ponieważ Stal Stocznia Szczecin wycofała się z rozgrywek. Na koniec sezonu dwóch kibiców GKS-u udaje się wraz z fanami GKS-u Katowice na finał Pucharu Polski do Łodzi. Na Widzewie katowiczanie przegrywają z Legią 2:0. Za miesiąc o trzecioligowych spotkaniach GKS-u Jastrzębie i przygodach jego kibiców.
Jastrzębianie stawiani byli w gronie największych faworytów III ligi. W tym miejscu należy wyjaśnić, że rozgrywki ligowe niższego szczebla musiały ulec reformie w związku ze zmianą liczby województw. Reaktywowano ligi międzywojewódzkie, których liczbę ustalono na 8. Grupa V obejmowała województwa: katowickie, częstochowskie i bielskie. Zwycięzca każdej z grup awansował automatycznie do II ligi.
W sezonie 1976/77 zespół GKS Jastrzębie objął Kazimierz Trampisz. Pochodził on ze Stanisławowa, a po wojnie stał się legendą Polonii Bytom. W reprezentacji Polski rozegrał 10 spotkań, w których zdobył 3 bramki. Wystąpił także na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach (1950). Rozegrał wówczas mecz przeciwko Francji i zdobył gola. Jako trener prowadził Stal Rzeszów, Polonię Bytom i Zagłębie Sosnowiec. Działacze GKS-u spodziewali się, że Trampisz poprowadzi górniczą jedenastkę do awansu na zaplecze ekstraklasy.
Początek sezonu był trudny z uwagi na klasę rywali. O ile jednak remis w Czeladzi przyjęto z umiarkowanym optymizmem, to podział punktów w prestiżowym spotkaniu u siebie z Odrą Wodzisław był już rozczarowaniem. W dalszej części sezonu okazało się, że GKS jednak raczej nie powtórzy rewelacyjnej formy z poprzedniego roku. Obok przekonujących zwycięstw z Chorzowianką, Bukownem czy Oświęcimiem, trafiły się żenujące klęski z Wojkowicami i Jaworznem. Jeśli doliczyć jeszcze kilka remisów, to ostateczny bilans punktowy musiał być niewystarczający do zajęcia wysokiego miejsca w tabeli. Szósta lokata ze stratą 7 punktów do liderującego Rakowa Częstochowa oznaczała koniec marzeń o awansie. Drużyna spod Jasnej Góry wydawała się poza zasięgiem wszystkich rywali.

W rundzie wiosennej znalazł się jednak zespół, który rzucił Rakowowi wyzwanie – niestety nie było to Jastrzębie. Początek rundy rewanżowej był bardzo obiecujący. W meczu o 4 punkty GKS okazał się lepszy od Czeladzi, a w Wodzisławiu wyszarpał remis 2:2. Później nastąpiła seria trzech zwycięstw z rzędu. Jastrzębie awansowało na czwartą pozycję ze stratą 4 punktów do Rakowa, który uległ Odrze i zaczął tracić swoją przewagę nad resztą stawki. Tej szansy GKS jednak nie wykorzystał, bo w następnej kolejce zaledwie zremisował z Wojkowicami. Tymczasem Raków przegrał w Oświęcimiu, a rozpędzona Odra pokonała Knurów i wskoczyła na fotel lidera. Wodzisławianie nie dali sobie odebrać najwyższej lokaty do końca sezonu, a pomogli jej w tym… jastrzębianie, którzy urwali punkt Rakowowi. Ostatecznie więc GKS zajął dopiero szóste miejsce z dość mizernym dorobkiem punktowym i bramkowym. Awansowała natomiast Odra Wodzisław, która wiosną straciła tylko jeden punkt – w dramatycznym meczu z Jastrzębiem.
Jeszcze gorzej wiodło się naszym piłkarzom w Pucharze Polski. W poprzedniej edycji jastrzębianie byli rewelacją rozgrywek i dotarli do półfinału odprawiając z kwitkiem Wisłę Kraków i Legię Warszawa. Kibice spodziewali się, że w nowej edycji górnicy również sprawią niespodziankę. Tymczasem Jastrzębie nie dotarło nawet do fazy centralnej, ponieważ nie sprostało niżej notowanemu rywalowi zza między – GKS-owi Pniówek.
Na drużynę trenera Trampisza wylały się powszechne żale zarówno ze strony kibiców, jak i lokalnej prasy. Jastrzębska gazeta „Nasze Problemy” nie owijała w bawełnę oskarżając zespół o to, że „piłkarzom nie chciało lub nie opłacało się grać na poziomie, na jaki ich było stać”. Jakkolwiek było, to w istocie drużyna wcale nie przypominała walecznego zespołu, który przed rokiem potrafił stawić czoła najlepszym w kraju.
Marcin Boratyn
Godziny otwarcia:
Poniedziałek - czwartek 15:00 - 23:00
Piątek 15:00 - 1:00
Sobota 11:00 - 1:00
Niedziela 15:00 - 23:00
W ofercie oprócz złotego trunku znajdziecie nasze specjały tj. lemoniadę czy kawę mrożoną. Widzimy się przy ul. Harcerskiej 1b w C.H. GWAREK. Zapraszamy!
Dzisiaj każdy kibic GKS-u Jastrzębie chciałby, by powstał w naszym mieście nowy obiekt piłkarski, bo obecny, znajdujący się przy ul. Harcerskiej, powstał ponad 30 lat temu. Stary stadion przy Kasztanowej posiadał jednak swoją historię. Na tym obiekcie reprezentacja Polski grała z GKS-em Jastrzębie, a sam klub osiągał największe sukcesy w swojej historii, czyli półfinał Pucharu Polski i występy w sezonie 1988/1989 na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Oczekiwania w związku z nowym stadionem były wtedy duże, ale budowlańcy nie zdążyli z wybudowaniem obiektu przy Harcerskiej na mecze w pierwszej lidze. W czasie budowy jastrzębscy kibice w małej części ją wsparli, zakupując okolicznościowe cegiełki w cenie 100, 200 i 500 złotych.

Kiedyś musiał jednak przyjść dzień otwarcia nowego stadionu. Stało się to 10 października 1989 roku. Na Śląsk przyjechały dwie reprezentacje dumnych synów Albionu, czyli Anglii. Młodzieżowa reprezentacja Anglii zawitała do Jastrzębia-Zdroju na mecz eliminacyjny do Młodzieżowych Mistrzostw Europy, a pierwsza spotkała się z naszą kadrą w kotle czarownic, czyli w Chorzowie, dzień później. Był to mecz w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata we Włoszech. Przyjazd angielskich kibiców, którzy w latach 80-tych siali postrach i awanturowali się na meczach w całej Europie, wywołał duże zainteresowanie tym meczem. Było to cztery lata po tragedii na Heysel w Belgii podczas meczu finałowego Pucharu Mistrzów Krajowych Liverpool - Juventus, gdzie angielscy fani atakowali sektory kibiców włoskich. W tej tragedii zginęło 39 osób, z czego 38 fanów Juve i jeden Belg. Przez te wydarzenia angielskie kluby nie mogły uczestniczyć w europejskich pucharach przez kolejne pięć lat. Kibice z wysp mogli wspierać tylko swoją reprezentację w meczach na kontynencie. W Jastrzębiu zachowywali się spokojnie. Wśród angielskich fanów byli kibice Liverpoolu, West Ham United, Milwall, Leeds United, Ipswich Town, Exeter City i innych klubów. Był z nimi także starszy kibic reprezentacji Anglii w meloniku, z flagami Wielkiej Brytanii i Polski. Wymienialiśmy się z przyjezdnymi na odznaki (sam wymieniłem się odznaką GKS-u z jednym fanem Liverpoolu), ale na flagi nie za bardzo chcieli.

Na stadion walił tłum jastrzębskich kibiców oraz ludzi z okolicznych miejscowości. Przybyli także nasi przyjaciele z GKS-u Katowice i Hutnika Kraków. Frekwencja wyniosła 12 000 widzów. Przed meczem, uroczystego otwarcia stadionu dokonali jastrzębscy dygnitarze, a samo spotkanie przegraliśmy 1:3. Dwie bramki dla rywali zdobył Steve Bull, chyba najbardziej znany angielski piłkarz, który wziął udział w tym meczu. Rozegrał 474 mecze dla Wolverhampton Wanderers i strzelił 250 bramek, a w reprezentacji Anglii w 13 spotkaniach zdobył 4 gole. Honor naszych piłkarzy uratował Piotr Prabucki. Jeśli chodzi o naszą kadrę, to najbardziej znanymi reprezentantami byli Adam Matysek, Ryszard Czerwiec i Mirosław Trzeciak. Ostatecznie z naszej grupy do Mistrzostw Europy awansowali Szwedzi, Anglicy byli drudzy, my na trzecim miejscu, a za nami Albania. Na meczu w Jastrzębiu-Zdroju obecny był także selekcjoner reprezentacji Polski, Andrzej Strejlau, wraz z kadrowiczami, którzy dzień później bezbramkowo zremisowali z Anglią w Chorzowie. Nasza reprezentacja nie zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata w Italii.
Jastrzębski stadion został odczarowany kilka dni później, gdy GKS Jastrzębie pokonał Odrę Wodzisław 2:1. W następnym numerze o wyczynach naszych zawodników wiosną 1990 roku.

