- FORTUNA 1 liga
- Dlaczego zdecydowałem się na przejście do GKS-u? Po awansie Stali Mielec do ekstraklasy zatrudniony został nowy sztab szkoleniowy, który podjął decyzję, że nie widzi mnie w składzie i otrzymałem wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Stało się to w momencie, gdy kadry innych zespołów były już zamknięte, co trochę utrudniało poszukiwanie nowego klubu. Miesiąc musiałem się „przemęczyć” i poczekać na coś konkretnego. Tak to wyglądało i ostatecznie trafiłem do Jastrzębia.
- Staram się za bardzo nie zwracać uwagi na tabelę. Zawsze starałem się po prostu podchodzić pozytywnie do zespołu i do ludzi, z którymi pracuję. Mam nadzieję, że nie inaczej będzie w Jastrzębiu. To, że GKS jest aktualnie w dołku, nie ma dla mnie większego znaczenia, bo wiele zespołów w pierwszej lidze jest bardzo wyrównanych, każdy może wygrać z każdym. Nie ma większej różnicy pomiędzy drużynami z dołu i z czoła tabeli.
- Jeśli chodzi o mnie, to sporo meczów rozegrałem na pozycji środkowego obrońcy, ale jeszcze więcej na pozycji numer „6”, czyli defensywnego pomocnika i szczerze mówiąc na tej pozycji czuję się optymalnie. Mocne strony? Myślę, że potrafię się dobrze ustawić czy to w odbiorze, czy między linią obrony i ataku, i poszukać podaniem partnerów.
- Na pewno będziemy dążyć do osiągnięcia jak najlepszych wyników, a co z tego wyjdzie, to się okaże. Poza tym mam rodzinę, którą chciałbym sprowadzić do Jastrzębia, z czym nie powinno być żadnych problemów.
- Wiem, że trenerem w Legnicy jest Jarosław Skrobacz, który pracował w Jastrzębiu cztery lata, ale wydaje mi się, że przygotowujemy się do tego spotkania jak do każdego innego meczu. Do tej pory mamy na swoim koncie zero punktów i wydaje mi się, że jest to najwyższy czas, żeby coś udowodnić i zrobić dobry wynik, bo GKS Jastrzębie nie zasługuje na to miejsce w tabeli, na którym obecnie się znajduje.
33-letni doświadczony Słowak, mierzący 184 cm wzrostu, wzmocni rywalizację w środku pola naszego zespołu. Do 2013 roku występował na Słowacji, głównie w MFK Ružomberok, którego jest wychowankiem, z krótką przerwą na grę dla FK Rača (2006/2007) i MFK Tatran Liptovský Mikuláš (wiosna 2008). W słowackiej ekstraklasie rozegrał 67 meczów. W 2013 roku trafił do pierwszoligowego Górnika Łęczna, z którym wywalczył awans do Ekstraklasy. Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym występował w zespole z Łęcznej przez dwa sezony, rozgrywając w tym czasie 47 spotkań.
W sezonie 2016/2017 reprezentował barwy Bytovii Bytów, gdzie na zapleczu ekstraklasy zagrał w 11 spotkaniach. Kolejne dwa sezony spędził w Łódzkim Klubie Sportowym, z którym w sezonie 2017/2018 wywalczył awans z II do I ligi, a sezon później do ekstraklasy, będąc ważną postacią drużyny. Dla zespołu z Łodzi rozegrał w sumie 29 meczów. Sezon 2019/2020 spędził w innym pierwszoligowcu, Stali Mielec, z którą także wywalczył awans do ekstraklasy, a na pierwszoligowych boiskach w zespole z podkarpacia rozegrał 29 meczów. W bieżących rozgrywkach nie miał jednak okazji wystąpić w ekstraklasie w zespole Stali.
Lukáš, witamy w Jastrzębiu i życzymy powodzenia!
23-letni zawodnik dołączył do GKS-u Jastrzębie przed rozpoczęciem rundy wiosennej sezonu 2019/2020 właśnie z Błękitnych Stargard. Nie zdołał się jednak przebić do wyjściowego składu GKS-u, pojawiając się na murawie w zaledwie w czterech spotkaniach – dwóch w poprzednim sezonie i dwóch obecnego sezonu. W sumie przebywał na boisku przez 97 minut.
Błękitni Stargard po siedmiu rozegranych meczach zajmują 15. miejsce w tabeli II ligi z dorobkiem siedmiu punktów.
Filip, życzymy powodzenia!
Paweł Ściebura (trener GKS-u Jastrzębie): Szósty mecz bez zwycięstwa, a piąty przegrany różnicą jednej bramki. Również piąty, kiedy przy wyniku 0:0 mamy sytuacje, których nie wykorzystujemy, za co jesteśmy bardzo srogo karani. Ciężko jest mi coś więcej o tym meczu powiedzieć. Jeżeli miałbym opowiadać o założeniach meczowych i taktyce, to wiedzieliśmy, że będzie to walka, chaos i jeden wielki bałagan na boisku, i tak rzeczywiście było. Nie ustrzegliśmy się w 80. minucie błędu, kiedy daliśmy sobie zagrać długą piłkę w pole karne, z czego straciliśmy bramkę na 0:1. Później musieliśmy się otworzyć i jeszcze mocniej zaatakować, żeby postarać się odrobić straty. Niestety, to się nam nie udało, dostaliśmy kontrę i przegrywamy 2:1, bo ten rzut karny już nic nie zmienił.
Jakub Kula (asystent trenera Puszczy): Kolejny mecz u siebie za nami i kolejne zdobyte trzy punkty. Fajnie, że przełamaliśmy tę niemoc z poprzedniego sezonu i z pierwszej kolejki bieżących rozgrywek, bo w ostatnich meczach zdobyliśmy siedem punktów. Szkoda, że nie udało się dokończyć spotkania na zero z tyłu. Spowodował go zawodnik doświadczony, który wszedł w drugiej połowie, ale wiele razy pomógł drużynie i wiele razy pomoże. Takie rzeczy się zdarzają, na szczęście nie było z tego większych konsekwencji. Pierwsza połowa zdecydowanie pod nasze dyktando. Wyglądało to tak, jak mniej więcej sobie zaplanowaliśmy. Warunki, które panowały na boisku, zmusiły nas do gry w określony sposób. Już do przerwy powinniśmy prowadzić, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. Po przerwie był moment, gdy troszkę oddaliśmy pole gry GKS-owi, na tyle, na ile można było w tych warunkach grę prowadzić. To była jednak tylko chwila, bo po korekcie ustawienia nastąpiły zmiany. Mieliśmy też dwa dni mniej od przeciwnika na odpoczynek, ale wszyscy bez problemu wytrzymali trudy tego spotkania. Zmiany, których dokonaliśmy, były wartościowe i przełożyły się na to, że otworzyliśmy ten mecz i zamknęliśmy go bramką na 2:0, bo na szczęście stracony gol z rzutu karnego nie miał konsekwencji punktowych.

