Strajkowicz przypomina pierwsze kolejki sezonu 1989/1990, który GKS Jastrzębie po spadku z Ekstraklasy spędził na drugim szczeblu rozgrywkowym.
Po spadku do II ligi, sezon 1989/1990 zaczynamy dalekim, ale atrakcyjnym wyjazdem na Lechię Gdańsk. Wiadomo było, że łatwo nie będzie, bo podstawowi zawodnicy, tacy jak Kretek, Biczak, Ryłko, Kuśmierski, Łuczak i Kraus opuścili szeregi GKS-u. Na ten mecz udaję się pociągiem. Po zwiedzeniu Starego Miasta oraz Jarmarku Dominikańskiego, tramwajem docieram na stadion Lechii. Wchodząc na stadion widzę dwie znajome twarze – chłopak i dziewczyna, którzy byli incognito. Najbardziej zagorzałych fanów Lechii jeszcze nie było. Na płocie wiszą cztery duże flagi GKS-u, a obok stoi dziewięciu kibiców naszej drużyny. Ja dołączam do nich. Po chwili przychodzi policja i każe nam przenieść się w inny sektor. Ściągamy flagi i na nowym sektorze nie rozwieszamy ich, bo policja informuje nas, że możemy je stracić.

Na meczu jesteśmy obstawieni, a na około obstawy znajdowali się kibice Lechii. Po meczu policja ładuje nas do wozu policyjnego. Zostawiają nas na stacji Gdańsk Wrzeszcz. Pierwsza kolejka, która podjechała, była pełna kibiców Lechii i musieliśmy się ewakuować z dworca. Przez las jakoś docieramy do stacji Gdańsk Główny. W pociągu spotykamy fanów Lechii, którzy jechali na wakacje w góry. Oddajemy im szalik Lechii, który został w wozie, gdy policjanci złapali jednego z ich kolegów. Dalsza droga na Śląsk upływa na spożywaniu alkoholu i śpiewaniu razem z kibicami Lechii piosenek o swoich klubach. Sam mecz przegrywamy 3:1, choć w 60. minucie doprowadzamy do remisu 1:1. Końcówka należała do gospodarzy, którzy zdobyli dwie bramki. W drugiej kolejce gramy u siebie z Zagłębiem Wałbrzych. Przegrywamy 0:1 po golu w drugiej połowie. Kibice Zagłębia nie pojawili się w Jastrzębiu.

5 sierpnia 1989 roku gramy mecz wyjazdowy z Siarką Tarnobrzeg. Gospodarze załatwiają sprawę w pierwszej połowie, strzelając dwa gole i do końca meczu nic się już nie dzieje. Na ten wyjazd udajemy się pociągiem w dwie osoby. Pech chciał, że kolejarze strajkowali i w okolicach Bochni mieliśmy przymusowy postój. Na stadion docieramy w drugiej połowie, a na miejscu był jeszcze jeden fan GKS-u. Razem w trzy osoby wywieszamy jedną flagę. Pod koniec meczu przychodzą kibice Siarki, chcąc pozbawić nas flagi i szalika. Po wymianie ciosów udaje nam się obronić barwy, a flagę ściągamy z płotu. Trzeci fan GKS-u, który był na meczu od początku, w czasie tej akcji, nie zwracając na nic uwagi, spokojnie oglądał sobie mecz. Po meczu rozmawiamy jeszcze z kibicami Siarki, a w podróż powrotną udajemy się razem z piłkarzami. W czwartej kolejce przyszło nam grać z ekipą Stali Stalowa Wola. Wreszcie zdobywamy jakiś punkt po marnym 0:0 i w tabeli jesteśmy na przedostatnim, 19. miejscu. Kibice z miasta rowerów nie pojawili się na naszym stadionie.

W następnej kolejce gramy derbowy mecz z Szombierkami, które tak jak my, opuściły najwyższą klasę rozgrywkową sezon wcześniej. W Bytomiu przegrywamy 4:1. Nasz honor ratuje Krzysztof Zięcik, strzelając gola z rzutu karnego. Jesteśmy na tym meczu dwoma autokarami w 100 osób. Tydzień później kolejny wyjazd, tym razem do stolicy na Gwardię. Docieramy do Warszawy przed południem w 50 osób jednym autobusem. W czasie meczu podchodzą do nas kibice Legii, chcąc wymienić się szalikami i odznakami. Mówimy im, żeby podeszli w czasie ich meczu na Łazienkowskiej, ponieważ po południu grali z GKS-em Katowice. Sam mecz zakończył się bezbramkowym remisem i dopisaliśmy do swojego konta jeden punkt, który niewiele zmieniał. Zajmowaliśmy po tym meczu ostatnie miejsce w tabeli. Po spotkaniu zwiedzamy Warszawę, a popołudniu udajemy się na mecz Legia Warszawa - GKS Katowice. Kibiców z Katowic przyjechało około 150, więc razem było nas w sektorze 200 osób. Tu także padł wynik 0:0 i oba GKS-y wywożą ze stolicy po punkcie. My udajemy się do autokaru, a kibice z Katowic na pociąg. Cztery dni później, w środę, graliśmy pucharowy mecz z Chemikiem Police na wyjeździe. Prawdopodobnie żaden fan GKS-u nie oglądał tej kompromitacji na żywo. Trener Duda dał w tym meczu szansę początkującym młodym piłkarzom, takim jak Mizia, Jaromin, Halama, Tomaszek, Kałka. Chemik zlał nas 4:1 i nasza pucharowa przygoda dobiegła końca… W siódmej kolejce gramy z zaprzyjaźnionym Moto Jelcz Oława. Liczyliśmy na wygraną, ale ponownie padł remis, tym razem 1:1. Nie dało się opuścić ostatniego miejsca w tabeli. Kibiców z Oławy pojawiło się około 20.
Środa, 13 września, to wyjazd na Stilon Gorzów, gdzie udajemy się w dwie osoby, a na miejscu jest już jeden kibic GKS-u, który przybył z piłkarzami. Razem jesteśmy w trzy osoby i wywieszamy jedną flagę. Podchodzą do nas kibice żużlowej Stali Gorzów i rozmawiamy z nimi, po czym przechodzimy z nimi w inny sektor, gdzie przeważnie siedzą kibice gości i wraz z 15 osobami ze Stali wspieramy GKS. Miejscowej młodzieży w młynie około 20 osób. Piłkarze notują czwarty remis w sezonie (0:0), po którym awansowaliśmy na 18. miejsce. W następnej kolejce gramy z Resovią Rzeszów. Po golu Krzysztofa Zięcika z rzutu wolnego wygrywamy 1:0 i dopisujemy do swojego konta pierwsze w sezonie trzy punkty. Była to jednak już dziewiąta kolejka. Ze stolicy Podkarpacia nikt się nie pojawił. Tydzień później kolejny daleki wyjazd, tym razem do Szczecina na Pogoń, gdzie pociągiem udaje się dwóch kibiców GKS-u, ale na stadionie raczej się nie ujawniają. Krzystolik strzela gola i Portowcy wygrywają 1:0. O kolejnych wyczynach kibiców i piłkarzy w następnym numerze.
Strajkowicz
Sezon 1974/75 to zacięta walka o powrót do II ligi najpierw z Rakowem Częstochowa, a następnie w pechowo zakończonych barażach, co opisuje Marcin Boratyn.
Po nieudanym sezonie w II lidze, zakończonym bolesnym spadkiem do Ligi Wojewódzkiej, zarząd klubu miał dużo uwag do dotychczasowego sztabu szkoleniowego. Zmiana trenera była nieunikniona. Działacze postanowili zatrudnić Jerzego Kuliga. Nowy szkoleniowiec – w wywiadzie dla „Naszych Problemów” – stwierdził, że zespół boryka się z wieloma kłopotami. Wśród nich wymienił szczupłość podstawowej kadry, słabe rezerwy, zaniedbanie w wyszkoleniu technicznym zawodników, a także szereg niedociągnięć organizacyjnych.
Sezon 1974/75 wystartował w połowie sierpnia. Jastrzębianie przegrali w wyjazdowym meczu z Wawelem Wirek 1:0. Jednak w następnych 8 spotkaniach zespół Kuliga zaliczył serię bez porażki, przy czym stracił tylko jedną bramkę – w jedynym remisowym meczu z Wyzwoleniem Chorzów. Tak znakomita passa wywindowała GKS na drugie miejsce w tabeli – tuż za Rakowem Częstochowa. Stało się jasne, że te dwa zespoły stoczą wyrównaną walkę o awans do II ligi. Tymczasem piłkarze z Jastrzębia zaliczyli potknięcie z Walką Zabrze i Raków uciekł GKS. Rozjuszeni górnicy rozbili wówczas Zagłębiankę Dąbrowa Górnicza 5:0, a w następnym meczu miało rozstrzygnąć się, kto jest najlepszy w lidze. Mecz w Częstochowie toczył się jednak pod dyktando Rakowa, który pokonał GKS 2:0. Mimo to jastrzębianie nie składali broni. W kolejnym meczu rozgromili Siemianowiczankę 5:0, a dzięki porażce Rakowa z Wyzwoleniem, wskoczyli na fotel lidera. Remis GKS z Pszowem w ostatniej kolejce jesieni kosztował jednak utratę tej pozycji na rzecz rywali z Częstochowy.
Runda jesienna pokazała, że jeśli GKS chce liczyć się w walce o awans, to w każdym meczu musi walczyć o zwycięstwo, bowiem – przy tak wyrównanej rywalizacji z Rakowem – liczy się każdy punkt. Początek rundy wiosennej można było uznać za pomyślny. Dwa zwycięstwa i dwa remisy (z
Górnikiem Knurów i Wyzwoleniem Chorzów, a więc pretendentami do awansu) pozwoliły wywalczyć pozycję lidera. Po tych 4 meczach rundy wiosennej trener Kulig ocenił, że choć początek był udany, to wciąż było wiele do poprawienia. Miał tu na myśli słabą skuteczność oraz przestoje w grze. Wyraził jednak nadzieję, że te mankamenty zostaną poprawione i zespół wywalczy ponowny awans do II ligi. I rzeczywiście, jego podopieczni w następnych meczach odnieśli cztery kolejne zwycięstwa. Dawało to w sumie serię 8 meczów bez straty gola! Sposób na pokonanie naszego bramkarza znaleźli dopiero w 24 kolejce zawodnicy Zagłębianki Dąbrowa Górnicza. Decydujący o awansie okazał się mecz w Jastrzębiu pomiędzy GKS a Rakowem. Spotkanie było niezwykle zacięte, ale to gospodarze zdobyli jedyną bramkę. Do końca pozostał jeden mecz – na wyjeździe jastrzębianie zremisowali z Siemianowiczanką 2:2 i ostatecznie zajęli pierwsze miejsce w grupie. To z kolei kwalifikowało GKS do baraży o II ligę.
Jastrzębie znalazło się w IV grupie barażowej wraz z Unią Tarnów, Unią Racibórz i Zagłębiem Lubin. Rywalizacja ta wzbudziła ogromne zainteresowanie wśród kibiców (dotychczasowe zmagania ligowe obserwowało ok. 500-1000 widzów). Pierwszy mecz, w Tarnowie, zakończył się porażką GKS 1:2. Ktoś w klubie wymyślił wyjazd na mecz w dniu spotkania. Kilka godzin spędzonych w autobusie, podczas gdy za oknami panował niemożliwy upał, dało się piłkarzom we znaki. Zresztą, zespół przywiózłby punkt z Tarnowa, gdyby nie karny w ostatniej minucie… U siebie jednak GKS był nie do zatrzymania. Najpierw, przy 5 tysiącach kibiców, podopieczni Kuliga pokonali Unię Racibórz 2:0, następnie, również na ul. Kasztanowej, zwyciężyli Zagłębie 3:1 (hat-trick Józefa Ziai), wreszcie w rewanżu pokonali Tarnów 2:0 (dwa gole Ziai). Teraz trzeba było wywieźć korzystne rezultaty z Raciborza i Lubina. W pierwszym meczu to się udało. Nieoceniony Ziaja zdobył jedyną bramkę i GKS miał II ligę na wyciągnięcie ręki. Niestety, w Lubinie Jastrzębie przegrało 1:0. Ziaja zmarnował kilka setek, po czym zameldował się w składzie… Zagłębia Lubin. I tak, w dość kontrowersyjnych okolicznościach, to lubinianie cieszyli się z awansu do II ligi.
Kolejnym etapem naszej akcji #WykopmyWirusa jest licytacja samochodu ZASTAVA 750. Samochód przekazany został przez jastrzębską firmę Lavendas. Firma LAVENDAS zajmuje się dystrybucją profesjonalnych środków czystości oraz produktów służących do dezynfekcji. Są dystrybutorem polskich marek chemii tj. ENZIM ,FORLUX, ProElite oraz tworzą linię środków pod swoją marką.
Strajkowicz przypomina wydarzenia z końcówki sezonu 1988/1989, jedynego w historii GKS-u Jastrzębie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce.
Końcówka sezonu 1988/1989. Na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek przyszło nam się udać na derbowy pojedynek do Bytomia z Szombierkami, które tak jak my, były zagrożone degradacją do II ligi. Mecz do pewnego czasu układał się dla nas dobrze, bo po pierwszej połowie prowadziliśmy 2:1. Jednak zmasowane ataki Szombierek doprowadziły do wyniku 2:2, a w kolejnych minutach Jarosław Matusiak wybronił nam parę strzałów. Pociągiem do Bytomia udało się 130 kibiców GKS-u. Po meczu, żeby nie spotkać się z fanami Polonii Bytom, policja kieruje nas pociągiem przez Gliwice.
Osiem tysięcy kibiców pojawiło się w Jastrzębiu na spotkaniu zgodowym z GKS-em Katowice. Zaprzyjaźnionych z naszymi fanów z Katowic przyjechało pociągiem około tysiąca. Katowice prowadziły 1:0, a mecz był nudny. Dopiero w 85. minucie Marek Powiecko strzelił gola wyrównującego. Mecz kończy się remisem, co prawdopodobnie pozbawia szans na mistrzostwo GKS Katowice, a nam daje nadzieję na utrzymanie.
Na ostatni wyjazd w I lidze udajemy się do Łodzi na mecz z ŁKS-em. Na ten wypad jastrzębscy fani udali się dwoma autokarami oraz w 30 osób pociągiem. Grupa kolejowa musiała bardzo uważać w Katowicach na dworcu, bo w tej kolejce fani Ruchu w tym samym czasie udawali się do Wrocławia na mecz ze Śląskiem. Ich ekipa liczyła aż 2000 osób. Choć pociągi do Łodzi i Wrocławia stały na sąsiednich peronach, ruszyliśmy do Łodzi bez większych strat, nie licząc małych ucieczek nielicznych kibiców GKS-u przed niebieską szarańczą. Na samym stadionie doszło do małego spięcia z kibicami ŁKS-u. Później były prowadzone rozmowy o sztamie, lecz żadna ze stron nie chciała pozdrowić drugiej i temat upadł. W podróż powrotną kibice kolejowi udali się wraz z ekipą autobusową. Z kolei piłkarze potrafili się zmobilizować i po golu Ryśka Krausa prowadzili 1:0. W drugiej połowie łodzianie zdobyli gola i mecz skończył się sprawiedliwym podziałem punktów.
W środowej, ostatniej kolejce, podejmujemy przy Kasztanowej Jagiellonię Białystok. Z Podlasia do Jastrzębia wybrało się koleją 30 kibiców. Na stacji Jastrzębie-Górne przywitał ich komitet powitalny GKS-u. Z pociągu wysiadło dwóch fanów Jagi i zostali przez naszych troszkę poobijani, a że zrobiło nam się ich żal, zabraliśmy ich na piwo. Główna ekipa Jagi dotarła pod stadion GKS-u, gdzie zaczaiła się na nich inna grupa fanów GKS-u, jednak tym razem białostoczanie rozgonili intruzów. Sam mecz był nudny i skończył się bezbramkowym remisem. PZPN trochę poczarował i okazało się, że mamy szansę utrzymać się w barażach, a los przydzielił nam bydgoskiego Zawiszę, choć każdy wolałby grać z Motorem Lublin.
Tydzień po meczu z Jagiellonią zagraliśmy pierwsze spotkanie z Zawiszą Bydgoszcz u siebie. W Jastrzębiu pojawiło się sporo kibiców z Bydgoszczy, bo ponad 300. Przyjechali autobusami. Już w okolicach KWK Moszczenica doszło do pierwszych starć (choć była zgoda), bo jastrzębscy fani utrzymywali dobre kontakty z Polonią Bydgoszcz i sztama dobiegła końca. W kolejnych „wydarzeniach” na stadionie kibice Zawiszy przeważnie byli lepsi. Na samym meczu pojawiło się 5000 kibiców. Padł wynik 0:0 i wiadomo było, że w rewanżu będzie bardzo ciężko. Spotkanie rewanżowe w Bydgoszczy to prawdziwe święto dla kibiców Zawiszy. Na stadionie pojawiło się 25 000 fanów spragnionych powrotu Zawiszy do I ligi (było to spotkanie z największą liczbą kibiców na trybunach podczas meczów GKS-u Jastrzębie). Jastrzębscy piłkarze nie mieli za dużo do powiedzenia i po golach Podolskiego i Durdy stadion oszalał z radości. Nasi myśleli o czym innym. Kuśmierski i Łuczak o Francji, a inni gdzie by się tu załapać do pierwszoligowego klubu. Kibice tradycyjnie udali się na mecz w dwóch grupach. Jedna, autokarowa, w 65 osób, a druga, pociągowa, w 13 osób. Ekipa pociągowa jechała razem z kibicami Górnika Pszów, którzy mieli wtedy zgodę z Zawiszą i wysiedli w Inowrocławiu, by dostać się na stadion trochę później. Ekipa autobusowa zostawiła flagi na PKP i przed meczem mieli problemy z ich odebraniem, bo zgubili paragon. Na meczu byli razem w 78 osób incognito, bez wychylania się. O kolejnym, drugoligowym już sezonie, w kolejnym numerze.

Kolejnym przepytywanym w serii „Ze szpica” jest obrońca GKS-u Jastrzębie, Adam Wolniewicz.
Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałeś?
Carlitos
Najlepszy piłkarz, z którym grałeś?
Arkadiusz Milik
Piłkarski idol?
Thiery Henry
Ulubiony zagraniczny klub?
Arsenal Londyn
Najlepszy trener?
Jurgen Klopp
Najlepszy mecz w Twoim wykonaniu?
Jest cały czas przede mną. A tak serio, to żaden konkretny nie zapadł mi w pamięci. Zawsze doszukuję się najdrobniejszych błędów, przez co nawet jak zagram dobry mecz, to szczegółowo go analizuję i dochodzę do wniosku, że to nie było najlepsze spotkanie w moim wykonaniu.
Najgorszy mecz w Twoim wykonaniu?
Pierwsza połowa w meczu ze Stomilem Olsztyn, gdy jeszcze grałem w Górniku Zabrze. Miałem bardzo duży udział przy straconych bramkach.
Przesąd przed meczem?
Zawsze przed wejściem na murawę przeżegnam się.
Największy dowcipniś w GKS-ie?
Daniel Liszka i Kamil Adamek
Najlepszy obecnie piłkarz Fortuna 1 Ligi?
Farid Ali
Kto z GKS-u zrobi największą karierę?
Hobby?
Czytanie i inwestowanie
Ulubiona potrawa?
Pierogi
Ulubiona muzyka/wykonawca?
Ed Sheeran
Ulubiona książka?
Nie mam ulubionej, większość tych, które czytam, podobają mi się. Są to książki głównie o inwestowaniu, równowadze psychicznej i emocjonalnej.
Ulubiony film?
Never Back Down
Ekstraklasa czy Premiership w tv?
Premiership i Fortuna 1 Liga
Twoja największa zaleta?
Pracowitość
Twoja największa wada?
Też pracowitość, ponieważ przez to zaczynam robić wiele rzeczy, zaniedbując inne.
Jak zajmujesz sobie czas podczas dni, kiedy przez siły wyższe nie trenujesz z drużyną?
Rano trening, później chwila dla rodziny, po południu kolejny trening.
W jakim klubie widzisz siebie za 5 lat?
Arsenal Londyn
Wymarzona liga, w której chciałbyś zagrać?
Liga angielska
Plan na „po karierze”?
Jeszcze nie wiem, czy coś związanego z piłką. Dużo rozmyślam co chciałbym robić i jeszcze nie poznałem siebie na tyle, żeby wiedzieć, w czym oprócz piłki czułbym się najlepiej.
Które miejsce zajmie GKS w tym sezonie?
Czwarte
Kto awansuje do Ekstraklasy?
Podbeskidzie Bielsko-Biała, Stal Mielec, GKS Jastrzębie
Kolejne wspomnienia Strajkowicza z jedynego w historii GKS-u Jastrzębie sezonu w ekstraklasie.
W 20. kolejce sezonu 1988/1989 podejmujemy przy Kasztanowej drużynę Pogoni Szczecin. Fanów portowej jedenastki w Jastrzębiu-Zdroju pojawiło się ok. 20 z flagą. Naszemu zespołowi udało się wygrać trzy spotkania pod rząd: z Wisłą Kraków, Stalą Mielec oraz właśnie z Pogonią 3:2. Po pierwszej połowie było 0:0, ale po przerwie jastrzębscy piłkarze wzięli się do roboty i po golach Kuśmierskiego, Biczaka i Krausa prowadzili 3:0. Była szansa na dodatkowy punkt (wtedy za zwycięstwo różnicą minimum trzech goli zamiast dwóch punktów przyznawano trzy, a drużynie przegranej odejmowano jeden - przyp. red.). Drużyna z dalekiego Szczecina jednak się nie poddała i strzeliła dwa gole. Później dalej naciskała, lecz nasi piłkarze dowieźli korzystny wynik do końca. W pięciu wiosennych kolejkach GKS zdobył siedem punktów i liczył się w walce o utrzymanie. Kolejny mecz to wyjazdowe derby z chorzowskim Ruchem i wiadomo było, że o punkty będzie bardzo trudno. Po pierwszej połowie GKS przegrywał 1:0 po golu „Gucia” Warzychy. Po przerwie dołożył on jeszcze dwa gole, kompletując hat-tricka. Po bramce strzelili także Szuster i Nowak, i nasi chłopcy musieli pogodzić się z porażką 5:0 oraz odjęciem jednego punktu. Fani GKS-u udali się na ten wyjazd pociągiem w ok. 400 osób. W Mikołowie Ruch próbuje obrzucić pociąg kamieniami. Jastrzębscy fani wybiegają z pociągu, ratując się ucieczką. Na stadionie dotarło do nas jeszcze ok. 10 kibiców GKS-u Katowice, a sam mecz oglądało ok. 18 000 osób. Był to jeden z meczów z największą ilością kibiców z udziałem GKS-u Jastrzębie w całej jego historii. Kibice obu drużyn oflagowali dość dobrze swoje sektory i prowadzili kapitalny doping.

Po kompromitacji z Ruchem nikogo nie trzeba było przekonywać, że złość będzie trzeba rozładować na następnym rywalu, czyli Widzewie Łódź. GKS pokonał łodzian 1:0 po golu Bogdana Kuśmierskiego w samej końcówce meczu. Za drużyną z włókienniczego miasta podążyło 30 fanów. W tej grupie było paru kibiców Karpat Krosno z dwiema flagami. W następnej kolejce, rozgrywanej w środowe popołudnie, GKS udał się w podróż do Zabrza. Górnik Zabrze wraz z GKS-em Katowice i Ruchem Chorzów walczył o mistrzostwo Polski. W 18. sekundzie Józef Ryłko nieprzepisowo zatrzymał zawodnika Górnika i został podyktowany rzut karny, którego na gola zamienił Cyroń. Nasi piłkarze starali się doprowadzić do remisu i mieli parę okazji, ale bez efektów bramkowych. W drugiej połowie ponownie Cyroń zdobywa gola i przegrywamy 2:0. Jastrzębscy szalikowcy udali się do Zabrza z przesiadką w Katowicach. Było nas ok. 100. Kolejny domowy mecz to pojedynek z Olimpią Poznań. Trzeba było go wygrać, by liczyć się w walce o utrzymanie. Niestety lepsze wrażenie sprawili goście i wygrali 2:1, choć nasi bardzo się starali. Kibiców z Lasku Golęcińskiego na południu Polski nie stwierdzono.

Sześć dni później, w sobotę o godzinie 11:00, GKS grał na wyjeździe we Wrocławiu ze Śląskiem i była to najwyższa porażka naszego zespołu obok meczu z Ruchem (0:5) w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kibiców jastrzębskiej drużyny pofatygowało się do Wrocławia tylko 20. Gdy kupowali bilety, GKS strzelił gola w 2. minucie (Kuśmierski). Jednak kiedy dotarli na swój sektor w 7. minucie, było już 2:1 dla Śląska. Piłkarze z Wrocławia dołożyli jeszcze cztery gole. Wynik 6:1 mówi sam za siebie. Trzy bramki zdobył reprezentant Polski, Ryszard Tarasiewicz, obecny trener tyskiego GKS-u. Smutni kibice GKS-u Jastrzębie wracali pociągiem do domu. W środku tygodnia GKS zagrał z Górnikiem Wałbrzych, który tak jak my, bronił się przed spadkiem z ekstraklasy. Jastrzębianie po golach Krausa i Łuczaka wygrali 2:0. Drużynę z Wałbrzycha dopingowało ok. 20 kibiców. O końcówce sezonu i barażach o pozostanie w pierwszej lidze w następnym numerze.
Strajkowicz
Trzecioligowe boje GKS-u Jastrzębie w sezonie 1972/73, który bardzo nieoczekiwanie zakończył się awansem do II ligi!
Po sezonie 1971/72 uwieńczonym awansem, zespół GKS Jastrzębie znalazł się w grupie I trzeciego szczebla rozgrywek, nazywanego klasą międzywojewódzką. Po raz pierwszy w swojej krótkiej historii, górniczy klub miał grać z drużynami spoza Górnego Śląska. Na jastrzębian czekały m.in. drużyny z Zielonej Góry, Nysy, Brzegu czy Oławy. Niemniej interesująco zapowiadały się także starcia z rywalami zza miedzy: GKS-em Wodzisław i Górnikiem Radlin. W sezonie 1972/73 drużynę z Jastrzębia miał prowadzić trener Witold Wilczek.
Przed rozpoczęciem sezonu jastrzębianie udali się na obóz przygotowawczy do NRD. Tam rozegrali kilka sparingów odnosząc zwycięstwa z Neubrandenburg i Stroelitz. Debiut w III lidze, i to przed własną publicznością, nie wypadł jednak najlepiej. W derbach ROW jastrzębianie przegrali z Górnikiem Radlin 1:3. Na pierwsze zwycięstwo GKS-u przyszło czekać do 3 kolejki, kiedy górnicy pokonali HKS Małapanew Ozimek 3:1. W następnych spotkaniach okazało się, że o kolejne zwycięstwa, a nawet i remisy, nie będzie tak łatwo. Kibice bardzo liczyli na wygraną w meczu z GKS-em Wodzisław, jednak derbowe spotkanie zakończyło się podziałem punktów. W połowie rundy drużyna z Jastrzębia sytuowała się w dolnej części tabeli, choć styl gry był lepszy od wyników. W następnych meczach zwyżkująca forma przyniosła jednak lepsze rezultaty. Jedyną wpadką był remis 1:1 z ostatnim MZKS Nysa. Goście zdobyli swojego pierwszego gola w sezonie, a był to mecz 12 kolejki!

Na półmetku rozgrywek GKS uplasował się w środku tabeli z przewagą 3 punktów nad strefą spadkową. „Zajmowana dziewiąta pozycja w tabeli nie jest zła – przyznał w „Nowinach” kierownik sekcji Stanisław Koczor – ale przy większej koncentracji zawodników mogliśmy się uplasować o kilka miejsc wyżej. Straciliśmy 7 punktów u siebie. To stanowczo za wiele. Kilka nieudanych występów miała nasza defensywa”. Jednocześnie zaznaczył, że „jako beniaminek zamierzamy właściwie w tej edycji rozgrywek zaaklimatyzować się na stałe wśród zespołów klasy międzywojewódzkiej”.
Zimą zespół trenował w hali widowiskowo-sportowej, a następnie udał się na obóz do Zakopanego. Rozegrał też kilka sparingów, w których pokonał m.in. Post Neubrandenburg, GKS Tychy i MZKS Niedobczyce. Sprawy szkoleniowe przejął Gerard Lizurek.
Okres przygotowawczy został dobrze przepracowany i na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w pierwszym meczu rundy wiosennej jastrzębianie pokonali na wyjeździe Górnik Radlin 1:0 psując gospodarzom obchody półwiecza klubu. W następnych meczach GKS radził sobie równie dobrze, uzyskując domowe zwycięstwa i wyjazdowe remisy. Szczególnie dużym zainteresowaniem kibiców cieszył się mecz w Wodzisławiu, gdzie po interesującym spotkaniu oba GKS-y podzieliły się punktami. Po tym meczu Jastrzębie zajmowało już 6 lokatę w tabeli. Na tym jednak piłkarze GKS-u nie poprzestawali. Grając ofensywny futbol, zdobywali dużo bramek i kompletowali kolejne zwycięstwa (m.in. 6:0 z Grunwaldem Halemba i 5:0 z MZKS Nysa), które na finiszu rozgrywek wywindowały górniczy zespół na 3 miejsce w tabeli.
W tym momencie PZPN postanowił przeprowadzić reorganizację rozgrywek. Okazało się wówczas, że nowa formuła daje jastrzębianom… awans do II ligi! Przypomnijmy, że był to drugi awans z rzędu! Dla działaczy i kibiców była to fenomenalna informacja. Zespół czekała rywalizacja na szczeblu krajowym i to z uznanymi markami.
Warto przywołać nazwiska bohaterów, którzy ten historyczny awans wywalczyli: Jerzy Poremba, Rajnard Koterba, Herbert Trąbka (bramkarze), Ewald Adamiec, Czesław Bugdoł, Oskar Gawron, Piotr Lajda, Alfred Potrawa, Edward Szynol, Jerzy Wojtek, Andrzej Gluza, Jan Kłosek, Edward Kokoszka, Krystian Maniurka, Jerzy Oleś, Edward Paszek, Władysław Gładyś, Helmut Grajner, Zbigniew Kopiec, Bronisław Majcherek, Teodor Twardowski. Najwięcej bramek zdobyli: Twardowski – 10, Gładyś – 8 i Majcherek – 6.