- Dlaczego GKS Jastrzębie jest kolejnym przystankiem w karierze Michała Rutkowskiego?
- Zdecydowałem się na skorzystanie z oferty GKS Jastrzębie, ponieważ uważam, że jest to klub odpowiedni dla mojego rozwoju. Nie ukrywam, że właśnie na tym aspekcie najbardziej mi zależy. Ponadto to właśnie działacze GKS-u byli w rozmowie ze mną najbardziej konkretni. To podstawowe czynniki, dla których jestem w Jastrzębiu.
- Czego nasi kibice mogą się po panu spodziewać?
- Fani Jastrzębia mogą oczekiwać ode mnie solidności oraz oddania serducha na boisku. Mogą też liczyć na ciężką pracę z mojej strony.
- Wspomnijmy o niedawnych wydarzeniach w II-ligowych barażach. Bytovia pechowo przegrała z Resovią po dramatycznych karnych. Czy ból już minął?
- Powiedzmy, że ten największy ból już minął, ale na pewno pewien niedosyt tli się jeszcze z tyłu głowy. Cóż, ta porażka boli i zapewne jeszcze długo nam wszystkim będzie ciężko. Jestem jednak przekonany, że czas uleczy tę ranę.
- Ma pan bardzo znanego w środowisku piłkarskim dziadka. Franciszek Sput rozegrał ponad pół tysiąca meczów w bramce GKS Katowice. Oczywiście dziadek wie o pana decyzji?
- Dziadek był jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o moim przejściu do GKS Jastrzębie. Jak zawsze będzie bardzo mocno trzymał za mnie kciuki i zapewne niejedną godzinę spędzimy na analizach mojej gry. Te rozmowy są dla mnie bardzo owocne i nie ukrywam tego.
- Czy możemy spodziewać się jego wizyty na Stadionie Miejskim?
- Oczywiście. Jestem pewien, że dziadek z chęcią zobaczy mnie w akcji!
- Jaki będzie pański osobisty cel na te co najmniej dwa sezony w Jastrzębiu? Ma pan 26 lat. To wiek, w którym można się rozwijać, ale zarazem pozycja środkowego obrońcy wymaga doświadczenia.
- Istotnie, moja pozycja wymaga sporego doświadczenia, jednak ostatni sezon pokazał, że potrafię przydać się także w ofensywie. Osobiście moim głównym celem na dwa najbliższe sezony będzie rozwój moich piłkarskich umiejętności. Chciałbym oczywiście grać w pierwszym składzie GKS-u. Liczę również na dobrą współpracę z trenerem Pawłem Ścieburą, z którym oczywiście już rozmawiałem, a także z wszystkimi kolegami z drużyny. Chciałbym, abyśmy wspólnie powalczyli o jak najwyższą lokatę w I lidze.
Michał Rutkowski urodził się 23 czerwca 1994 roku w Katowicach i jest wychowankiem miejscowego Rozwoju, z którego jeszcze jako junior trafił do Ruchu Chorzów. Przygodę z seniorskim futbolem rozpoczął w Polonii Łaziska Górne w 2013 roku, po czym występował w rezerwach Górnika Zabrze. W latach 2017-2018 ponownie grał dla popularnych „Niebieskich”, po czym w sezonie 2018/2019 reprezentował barwy Soły Oświęcim, z której trafił do II-ligowej Bytovii. Dla drużyny z północy Polski zdobył w minionym sezonie trzy gole w 24 ligowych spotkaniach.
Witamy Michała na pokładzie i życzymy mu wielu sukcesów z GKS Jastrzębie!
Mecze I rundy Totolotek Pucharu Polski odbędą się w dniach 13-16 sierpnia. W minionym sezonie GKS Jastrzębie rywalizował ze Stomilem dwukrotnie i za każdym razem lepsi okazywali się olsztynianie. Oba spotkania zakończyły się wynikiem 2:1 dla Stomilu Olsztyn.
- Mega się cieszę z tego utrzymania. Tyle, co ja ostatnio przeżywałem… Może nie, że się bałem, ale gdyby powtórzyła mi się sytuacja z poprzedniego sezonu, to nie wiem, jakie decyzje musiałbym podjąć. Bałem się, że to ja jakąś żabą bym wtedy był. Wydaje mi się jednak, że ostatecznie nie wyglądało to z mojej strony tak źle i mogę chodzić z podniesioną głową, bo w jakiś sposób chyba też przyczyniłem się do tego utrzymania.
- W ostatnich meczach pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Zostajemy w 1 lidze i z tego się na pewno cieszymy, chociaż apetyty były większe. Jednak od momentu, kiedy zaczęły się te wszystkie zawirowania, to coś się zacięło i zaczął się robić smród.
- Udowodniliśmy, że jeśli w defensywie jesteśmy „w kompakcie”, jeden za drugiego walczy, to możemy rywalizować z najsilniejszymi zespołami w tej lidze. Ten zespół na pewno ma duży potencjał, ale każdy z nas musi w to bardziej uwierzyć, że da radę indywidualnie pociągnąć ten zespół.
- Nasza sytuacja w końcówce sezonu spowodowała to, że musieliśmy, jako drużyna, grać bardzo dobrze zorganizowani w defensywie. Za trenera Skrobacza byliśmy ustawieni zawsze na wysoki pressing, a te okoliczności, gdy walczyliśmy o utrzymanie, spowodowały to, że trener Ściebura musiał zmienić cały system. Od początku nastawić nas do walki o utrzymanie. I chwała mu za to, bo nie było to łatwe. Zespół zrozumiał o co w grze trenera Ściebury chodzi, załapaliśmy to. Szkoda meczu z Podbeskidziem, ale ogólnie wyglądało to w tych ostatnich meczach fajnie. Musimy tylko bardziej uwierzyć w siebie, gdy wychodzimy z akcjami ofensywnymi. Nie zatrzymywać się przed polem karnym, tylko się w nie „wpierniczać” i uderzać na bramkę. Tej pewności zabrakło nam właśnie przez to, że znaleźliśmy się w takim położeniu pod koniec sezonu. Dlatego graliśmy trochę bardziej zachowawczo, bezpieczniej, nie na takim polocie, jak potrafimy.
- Na pewno nie było zwątpienia w walce o utrzymanie. Było widać, że jeden drugiego mobilizuje. Co innego jest powiedzieć w szatni „dawaj, walczymy, jeden za drugiego”, a co innego pokazać to na boisku. W tych ostatnich meczach pokazaliśmy jednak to, że możemy być drużyną. Powtarzam jednak, że nasza wartość może być większa, jeśli każdy z nas doda jeszcze większą jakość pod bramką rywala, bo nie ma co ukrywać, że to była ostatnio nasza bolączka. Cel był jednak taki, żeby walczyć, bronić i wygryźć to utrzymanie.

